Złoty kompas – dziecko przeciwko światu

Są takie książki, które, choć pisane są z myślą o najmłodszych czytelnikach, trafiają tak na prawdę w ręce każdego i, jeśli tylko ma odrobinę wyobraźni, przemawiają do ukrytego w nim dziecka. Twórczość Philipa Pullmana niewątpliwie posiada tę zdolność rozbudzania dawno zapomnianych uczuć i ożywiania fantastycznych tworów naszej wyobraźni. Jednocześnie ma ona jeszcze drugie znaczenie, ukryte nieco przed wzrokiem młodszych odbiorców, tak, aby dostrzegli je jedynie ci, którzy są w stanie zrozumieć o czym mowa. Dzięki temu „Złoty kompas” staje się nie tylko przepiękną baśnią dla dzieci, lecz także czymś więcej: krytyką Kościoła, co prawda w nieco innej formie, niż ta występująca w naszym świecie, ale i ten z innego świata zawiera wiele nieobcych nam elementów.

Mała Lyra to osierocone dziecko, które z polecenia jej wuja wychowują Uczeni z Kolegium Jordana w Oksfordzie. Zachowuje się jak mała dzikuska: zna każdy zakamarek uczelni i otaczających ją terenów, wraz innymi dziećmi urządza bitwy na błoto i kamienie przeciwko dzieciom z miasta lub Cyganom, a po dachach Kolegium potrafi dostać się do każdego pomieszczenia w jego obrębie. Kiedy ją poznajemy zakrada się właśnie z Pantalaimonem, swoim dajmonem, do Sali Seniorów, do której nie wolno wchodzić żadnej kobiecie. Właśnie tego dnia do Kolegium Jordana przybył jej wuj, Lord Asriel, który zamierza tam wygłosić przemówienie i zaprezentować niezwykłe odkrycia, których dokonał na dalekiej Północy. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że specjalnie przygotowane dla niego wino zostało zatrute przez Rektora, na szczęście Lyra ratuje go od wypicia trucizny. Ten dzień to początek niezwykłej przygody małej dziewczynki, której przeznaczeniem jest uratować ten i wszystkie inne wszechświaty od zguby i wiecznego mroku. Nie ma ona jednak o tym najmniejszego pojęcia i tak musi pozostać; w przeciwnym bowiem razie posłannictwo dotyczące jej osoby nie wypełni się. Z Kolegium Jordana dostaje się pod opiekę czarującej pani Coulter, która zabiera ją do domu w Londynie, gdzie dziecko staje się jej salonową zabawką. Kiedy wreszcie zaczyna rozumieć, co tak na prawdę dzieje się w domu tej pięknej kobiety, ucieka. Dzięki pomocy Cyganów unika porwania przez jakichś niezbyt ogarniętych opryszków. Podróżuje z nimi na Żuławy, gdzie ma odbyć się zlot wszystkich Cyganów i spotkanie ich królem, Johnem Faa. Wtedy też dowiaduje się prawdy o swoich rodzicach i swoim pochodzeniu. Umiejętność odczytywania wskazań aletheiometru, czyli złotego kompasu, sprawia, że Cyganie zabierają ją ze sobą na wyprawę na Północ, mającą na celu odbicie porwanych przez Grobalów dzieci. Dzięki pomocy nieoczekiwanych sprzymierzeńców i po licznych przygodach dziewczynka staje wreszcie przed bramą do wypełnienia swojej misji.

„Złoty kompas” to część trylogii stawianej na równi z „Władcą Pierścieni”. Nie wiem jak można porównywać dwie tak różne historie, jednak trudno zaprzeczyć, że dzieło Philipa Pullmana zasługuje na wszelkie pochwały, jakie tylko można powiedzieć lub napisać pod adresem książki. Dla mnie najważniejsze jest to, o czym już wspomniałam: że książka jest uniwersalna. Nie da się opowiedzieć tego, co dzieje się z człowiekiem, który ją czyta, po prostu trzeba się samemu o tym przekonać. W każdym razie „Złoty kompas” to książka niezwykła, zarówno ze względu na zawartą w niej historię, jak i język i styl, jakim została napisana. Czyta się ją po prostu jednym tchem, niemalże z prędkością pędzącego po ubitym śniegu panserbjorne. Polecam gorąco wszystkim lubiącym niezwykłe historie, które uczą nas czegoś więcej i które kocha się za to, że są.

Dodaj komentarz